Sweter cold shoulder z kamizelką khaki

Ta kamizelka już bardzo długo czekała na swoje parę minut. Wsadziłam ją do szafy i jak to z szafami bywa, utknęła w niej na dłużej niż zamierzałam. Po pewnym czasie zapomniałam o jej istnieniu, ale udało się. Jest i cieszę się, że odkopałam ją w sezonie wczesno-wiosennym, gdyż nieskromnie uważam, że w zestawieniu z tym czarnym sweterkiem wygląda genialnie. Dwie rzeczy, które już same w sobie mogły by świetnie dopełniać każdą zwyczajną stylizację, tworzą razem ekstra komplecik. Nie jest to ani elegancka opcja ani totalnie na luzie. Powoduje to, że można ubrać ją zawsze i wszędzie.

tmp_23654-rozmazac-1249896258tmp_23654-koloruj_bariernke_i_usun_szklo562379761tmp_23654-zabij_rece_umarlaka-1772779053tmp_23654-rozne_mozliwosci-37721760tmp_23654-DSC03617147883256tmp_23654-DSC03592-887663786tmp_23654-DSC03591858629759tmp_23654-zabij_obcas544074088tmp_25108-DSC03687-228544885

 

Jedziemy do Anglii? Czemu nie.

Nawet nie wyobrażałam sobie, że w tak krótkim czasie można podjąć decyzję o wyjeździe. Dosłownie 10 min minęło od oświadczenia przeze mnie o kilku dniach urlopu, które muszę wykorzystać, do momentu, w którym mieliśmy już zarezerwowane bilety na samolot. Do tej pory pojęcie ‚wakacje’ kojarzyło mi się z co najmniej kilkugodzinnym wyszukiwaniem i planowaniem każdego drobiazgu. Tym razem było szybko i bezboleśnie. I wiecie co? Był to jeden z dwóch najlepszych wyjazdów na których byłam. I może teraz powiem coś banalnego, coś co wiele razy słyszeliście ale tym razem naprawdę utwierdziłam się w przekonaniu, że nie ważne gdzie obieramy cel podróży. Ważne jest z kim to robimy. No ale w sumie nie o tym miał być ten post. Pod koniec marca zebraliśmy manatki i wylecieliśmy do Newcastle. Jadąc tam nie wyobrażałam sobie, że to miasto do tego stopnia mnie urzeknie. Z jednej strony mnóstwo ludzi w centrum. Życie towarzyskie w weekendy kwitnie w pubach i restauracjach. Z drugiej strony przedmieścia bardzo spokojne i pełne zieleni. Największym jednak zaskoczeniem jest dla mnie połączenie zabytków i starego budownictwa z bardzo nowoczesną architekturą. Niektóre budynki mają fundamenty stare a już nadziemna cześć jest odbudowana w nowym stylu. Jest tam mnóstwo ciasnych uliczek i schodów prowadzących to w górę, to w dół. Przy pogodzie, która nam bardzo dopisała, czułam się trochę jak w jednym z państw śródziemnomorskich. Czy tylko mnie fascynują takie rzeczy czy istnieją jeszcze gdzieś na świecie ludzie, którzy byliby tym równie zaintrygowani? Niesamowity klimat. Jeżeli jeszcze tam nie byliście to serdecznie polecam. Ja na pewno jeszcze nie raz tam zawędruję.

20170324_18593520170325_162929_HDR20170325_145241_HDR20170325_151821_HDR20170325_134347_HDR20170325_134926_HDR20170325_142556_HDR20170325_171003_HDR20170325_172232_HDR20170326_121921_HDR20170326_12310420170326_123559_HDR20170326_133843_HDR20170326_133935_HDR20170326_145352_HDR20170326_14594320170326_151503

Katana jeansowa w stylizacji

Pomimo kilku ciepłych dni na święta znowu spadł śnieg. Czy to nie jest niesamowite? Takie rzeczy tylko w naszym klimacie. Boże Narodzenie bez ani jednego płatka śniegu a w Wielkanoc niemalże przymrozki. Szok i niedowierzanie! No ale miejmy nadzieję, że pomimo tych fenomenów z dnia na dzień mimo wszystko będzie robiło się coraz cieplej. I oto właśnie wychodzę z propozycją stylizacji na takowe cieplejsze dni. Całkowicie na luzie, a przede wszystkim wygodnie, bo to najważniejsze. Klasyczna katana i do tego botki. Nic wydziwiastego, bo mi przynajmniej na co dzień nie chce się kombinować i wymyślać niekonwencjonalne połączenia. Chociaż czasami najdzie mnie ochota na coś nieoczywistego i mam już nawet coś w zanadrzu ale to zobaczycie w następnym poście. A jak u was to wygląda? Na co dzień bardziej klasycznie czy lubicie szokować? Przesyłam mnóstwo buziaków kochani :* Trzymajcie się ciepło.

 

DSC03532DSC035312017-03-3--21-35-02g2017-03-3--21-37-35g2017-03-3--21-45-11g2017-03-3--21-32-38gDSC03498g2017-03-3--21-47-49ggg

Jeszcze trochę zimowo…

Pomimo, że ostatni weekend w Gdańsku był wyjątkowo ładny jak na początek wiosny, pochmurna pogoda i lekki chłodek powróciły. Z racji tego, że należę do osób ciepłolubnych i przede wszystkim ubieram się adekwatnie do pogody a nie pory roku, postanowiłam wstawić post ze zdjęciami, które były robione już jakiś czas temu, aczkolwiek mam nadzieję, że jeszcze ktoś będzie mógł się zainspirować tym casualowym lookiem. Rolę główną pełni w nim gruby sweter, który kupiłam podczas tegorocznych wyprzedaży zimowych, gdyż stwierdziłam, że nie mam niczego tak ciepłego w swojej szafie. Na początku zastanawiałam się czy jest to sweter, który uda mi się w ogóle  wykorzystać w panujących na pomorzu warunkach klimatycznych. Ostatecznie jednak jestem z niego niesamowicie zadowolona i zakochana w tym jak ładnie prezentuje się w towarzystwie najzwyczajniejszych, czarnych spodni. Pięknie wygląda i przede wszystkim jest cieplutki i milutki w dotyku. Jeden z najlepszych nabytków ubraniowych w tym roku.

DSC034652017-03-3--21-52-35glekko_zatrzec_z jednej_bardziejrozmyj_tyl_zabij_gownozabij_galazkeutnij_od_goryzabic_gowno_na_ziemi_i_na_na_drzewie_i_rozmyc_tlozatrzec_tloutnij_od_gory2

 

Ciasteczka owsiane z żurawiną

Kilka dni urlopu przyczyniło się do tego, że udało mi się w końcu zebrać i upiec ciasteczka owsiane. Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. Są wilgotne, czego się nie spodziewałam ale to działa tylko na plus, bo dosłownie można zjeść ich całe mnóstwo. Przepis zaczerpnęłam z  bloga Mamalife i minimalnie go zmodyfikowałam. Rodzynki zamieniłam na żurawinę a zamiast oleju kokosowego (którego akurat nie miałam w domu) dałam olej rzepakowy. Jeżeli wahcie się czy dodać mąkę to sugeruję to zrobić. Przynajmniej dwie łyżeczki, tak jak jest w powyższym przepisie albo nawet więcej. Serdecznie polecam je na deser albo przekąskę w ciągu dnia.  Trzymajcie się ciepło kochani. W końcu mamy wiosnę! 😉

zabic_podzial_i_refleksy2

 

Pasja umiera ostatnia

Jakże szybko „nie teraz” staje się „nigdy”. Nie myślcie, że wymyśliłam to stwierdzenie na poczekaniu pijąc poranną herbatę. Te słowa wypowiedział kiedyś ktoś bardzo mądry, kto po dziś dzień jest dawany wielu z nas za przykład człowieka dążącego do wyznaczonego celu i broniącego własnych przekonań. Osobą tą jest Martin Luther King. Nie będę zagłębiać się teraz w historię jego życia bo nie o tym ma być ten wpis. Może niektórzy zauważyli jak dawno nic już nie publikowałam. Właśnie sprawdziłam dokładnie kiedy pojawił się ostatni wpis i było to 4 miesiące temu. Powiem wam szczerze, że przez ten cały czas byłam tak zajęta innymi rzeczami, że kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy. Na początku właśnie mówiłam sobie “Dobra Aga może jutro coś opublikujesz… A nawet jeśli nie jutro to jak zrobisz to w przyszłym tygodniu to ziemia się nie zawali.” No i tak z tego „później” niepostrzeżenie zrobiło się „wcale” i mój zapał do działania w tym kierunku wygasł. Plan na najbliższy okres jest taki, żeby kontynuować to co zaczęłam, bo nie należę do osób, które po pierwszej porażce są skore się poddać. Nie, nie, nie. Ta Agnieszka już dawno zniknęła i nie ma ochoty wracać ale o tym może kiedy indziej…

Pierwsza praca. Moje wrażenia.

Wraz z końcem matur w moim życiu pojawiła się nuda. Pierwszy raz od kilkunastu lat poczułam, że nie mam co ze sobą zrobić. Przeczekalam chyba dwa tygodnie, bo potrzebowałam jednak czasu na regenerację po okresie stresu i intensywnej nauki (a przynajmniej taka jest oficjalna wersja, bo raczej nie była aż tak intensywna). Po tym okresie stwierdziłam, że siedzenie na tyłku w domu przez cztery miesiące bedzie stratą czasu i przez następny tydzień zabierałam się do napisania CV. Oczywiście wszyscy wiemy jak długa i interesująca potrafili być kariera zawodowa 19-stolatki. Kompletnie nie wiedziałam jak mam się do tego zabrać. Odkładałam to jak najdłużej mogłam. Jeśli spytalibyscie się czy miało to jakikolwiek sens, odpowiedzialnym, że nie miało. Chyba potrzebowałam po prostu czasu żeby oswoić się z myślą o pierwszej w życiu pracy. Przy małej interwencji przyjaciela i porządnej dawce motywacji, w końcu się udało. Napisane. Wydrukowane. I co teraz? Trzeba je poroznosić. Ok. Przyjaciółka zaoferowała, że może mi towarzyszyć podczas wędrówki po centrum handlowym, bo tam obrałam kurs. Stwierdziłam, że praca w odzieżówce będzie dla mnie najlepszym wyborem. Poroznosiłam papierki po kilkunastu sklepach, aż w końcu trafiłam do Reserved. Tam wszystko potoczyło się tak szybko, że następnego dnia rano byłam już w pracy. Początki są zawsze trudne, ale od pierwszych chwil wiedziałam, że będę chciała zostać tam na dłużej. Pomimo kompletnego zagubienia przez pierwszy tydzień udało mi się przebrnąć przez ten trudny okres niewiedzy i kompletnego zamotania wśród mnóstwa ubrań. Bardzo pomocne były w tym wszystkim koleżanki z pracy i tak z czasem wszystkiego powoli się uczę. Atmosfera jest luźna, ludzie otwarci i bardzo kontaktowi. Wszystkie dziewczyny są młode, otwarte, pełne energii. Tak samo kierowniczka. Młoda i bezproblemowa. Grafiki układane są tak, aby nikomu praca nie kolidowała z innymi obowiazkami. W moim przypadku jest to kurs na prawo jazdy. Miała być to praca na wakacje, ale już po dwóch miesiącach myślę o zostaniu też na rok szkolny. Tym bardziej, że nie wiem czy nie będę studiowała zaocznie. Chcę podkreślić, że jest to moja subiektywna ocena. W każdym salonie sytuacja wygląda inaczej. Mi akurat szczęście dopisało. Cieszę się z tego gdzie obecnie się znajduję. Mało brakowało a mogłabym wylądować wśród burgerów i frytek. Nie mówię, że jest to zła praca, aczkolwiek nie dla mnie. Kocham modę i fakt, że mogę na co dzień z nią obcować sprawia mi olbrzymią radość i daje potężnego kopa do działania.

Muffiny z porzeczkami

Moi rodzice ostatnio wybrali się na działkę i przynieśli z niej borówki i porzeczki. Widząc to od razu pomyślałam żeby wykorzystać je w jakimś przepisie. Na prośbę żeby zostawili mi trochę borówek do wypieków usłyszałam tylko, że jest ich w tym roku mało i lepiej je zjeść na surowo niż robić babeczki. No dobra. Jak sobie chcą. Pozostały mi w takim razie porzeczki. Z racji tego przygotowałam muffinki. Od razu podkreślam, że jestem raczej wybredną osoba jeśli chodzi o jedzenie i rzadko kiedy podziwiam to co zrobiłam. A w tym przypadku wyszło obłędnie. Jeżeli mi nie wierzycie na słowo to nawet lepiej, bo macie okazję je zrobić osobiście i się o tym przekonać na własnej skórze. Nie są one bardzo słodkie. Nie uważam żeby była taka potrzeba, ale jeśli ktoś ma ochotę, może dodać więcej cukru. Mi w zupełności tyle wystarczy.

a

 

Składniki potrzebne na 16 muffinek:

  • 2 i 2/3 szklanki mąki pszennej
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki białego cukru
  • 1/3 szklanki brązowego cukru
  • 2 łyżeczki cukru wanilinowego
  • szczypta soli
  • skórka otarta z dwóch cytryn
  • 60g masła
  • 1/4 szklanki oleju
  • 2 duże jajka
  • 1 szklanka mleka
  • 1,5 szklanki świeżych porzeczek

Masło rozpuścić i przestudzić. Cytryny wyparzyć we wrzątku.

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Suche składniki: mąkę, sodę, cukier, sól i proszek do pieczenia wymieszać w jednej misie. A mokre: skórkę z cytryn, masło,olej, jajka i mleko w drugiej.

Zawartość obu misek połączyć ze sobą i wymieszać tylko do połączenia składników. Dodać porzeczki i delikatnie wymieszać tak, aby nie zmiażdżyć owoców.

Piekarnik nagrzać do  180°C i w międzyczasie wypełnić foremki z papilotkami masą.

Piec przez ok. 20 minut  do tzw. suchego patyczka.

Smacznego!

Boyfriendy w roli głównej

Wprawdzie minęło więcej niż tydzień i dopiero dodaje ten post. No ale… Nikt nie mówił, że będzie łatwo. A tak serio to materiały miałam gotowe już od jakiegoś czasu tylko nie miałam chwili żeby to wszystko poskładać w nadającą się do opublikowania całość. Dziś przygotowałam stylizację. Taką typową, na co dzień bez żadnego wydziwiania. Mam nadzieję, że pomimo tej normalności się wam spodoba.

IMG_0198IMG_0218IMG_0211IMG_0224IMG_0232wsddd

Przygoda się zaczyna

Witam was kochani. To będzie mój pierwszy wpis w życiu więc proszę o odrobinę wyrozumiałości. Kurczę. Nawet nie wyobrażacie sobie ile czasu na to czekałam. Przynajmniej dwa lata zastanawiałam się jak będzie wyglądał mój blog bo o tym, że chce go założyć byłam pewna na 100%. Nawet wiedziałam kiedy ta chwila nadejdzie. Dokładnie po maturze. Stwierdziłam, że do tego czasu będę za bardzo pochłonięta nauką żeby móc poświęcić się blogowaniu. No i jestem. W prawdzie minęło już trochę czasu od zakończenia matur, ale miałam małe problemy techniczne i życiowe. Parę rzeczy mi się nawarstwiło i szło to całkiem mozolnie. Na szczęście już jest ok i zaczynam. Na chwilę obecną postaram się wstawiać jeden post tygodniowo. Będę szczęśliwa jeśli w ostatecznym rozrachunku okaże się, że było ich więcej. Dziękuję za poświęcony czas i zapraszam do obserwowania moich postępów.