Jedziemy do Anglii? Czemu nie.

Nawet nie wyobrażałam sobie, że w tak krótkim czasie można podjąć decyzję o wyjeździe. Dosłownie 10 min minęło od oświadczenia przeze mnie o kilku dniach urlopu, które muszę wykorzystać, do momentu, w którym mieliśmy już zarezerwowane bilety na samolot. Do tej pory pojęcie ‚wakacje’ kojarzyło mi się z co najmniej kilkugodzinnym wyszukiwaniem i planowaniem każdego drobiazgu. Tym razem było szybko i bezboleśnie. I wiecie co? Był to jeden z dwóch najlepszych wyjazdów na których byłam. I może teraz powiem coś banalnego, coś co wiele razy słyszeliście ale tym razem naprawdę utwierdziłam się w przekonaniu, że nie ważne gdzie obieramy cel podróży. Ważne jest z kim to robimy. No ale w sumie nie o tym miał być ten post. Pod koniec marca zebraliśmy manatki i wylecieliśmy do Newcastle. Jadąc tam nie wyobrażałam sobie, że to miasto do tego stopnia mnie urzeknie. Z jednej strony mnóstwo ludzi w centrum. Życie towarzyskie w weekendy kwitnie w pubach i restauracjach. Z drugiej strony przedmieścia bardzo spokojne i pełne zieleni. Największym jednak zaskoczeniem jest dla mnie połączenie zabytków i starego budownictwa z bardzo nowoczesną architekturą. Niektóre budynki mają fundamenty stare a już nadziemna cześć jest odbudowana w nowym stylu. Jest tam mnóstwo ciasnych uliczek i schodów prowadzących to w górę, to w dół. Przy pogodzie, która nam bardzo dopisała, czułam się trochę jak w jednym z państw śródziemnomorskich. Czy tylko mnie fascynują takie rzeczy czy istnieją jeszcze gdzieś na świecie ludzie, którzy byliby tym równie zaintrygowani? Niesamowity klimat. Jeżeli jeszcze tam nie byliście to serdecznie polecam. Ja na pewno jeszcze nie raz tam zawędruję.

20170324_18593520170325_162929_HDR20170325_145241_HDR20170325_151821_HDR20170325_134347_HDR20170325_134926_HDR20170325_142556_HDR20170325_171003_HDR20170325_172232_HDR20170326_121921_HDR20170326_12310420170326_123559_HDR20170326_133843_HDR20170326_133935_HDR20170326_145352_HDR20170326_14594320170326_151503

Reklamy

Pasja umiera ostatnia

Jakże szybko „nie teraz” staje się „nigdy”. Nie myślcie, że wymyśliłam to stwierdzenie na poczekaniu pijąc poranną herbatę. Te słowa wypowiedział kiedyś ktoś bardzo mądry, kto po dziś dzień jest dawany wielu z nas za przykład człowieka dążącego do wyznaczonego celu i broniącego własnych przekonań. Osobą tą jest Martin Luther King. Nie będę zagłębiać się teraz w historię jego życia bo nie o tym ma być ten wpis. Może niektórzy zauważyli jak dawno nic już nie publikowałam. Właśnie sprawdziłam dokładnie kiedy pojawił się ostatni wpis i było to 4 miesiące temu. Powiem wam szczerze, że przez ten cały czas byłam tak zajęta innymi rzeczami, że kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy. Na początku właśnie mówiłam sobie “Dobra Aga może jutro coś opublikujesz… A nawet jeśli nie jutro to jak zrobisz to w przyszłym tygodniu to ziemia się nie zawali.” No i tak z tego „później” niepostrzeżenie zrobiło się „wcale” i mój zapał do działania w tym kierunku wygasł. Plan na najbliższy okres jest taki, żeby kontynuować to co zaczęłam, bo nie należę do osób, które po pierwszej porażce są skore się poddać. Nie, nie, nie. Ta Agnieszka już dawno zniknęła i nie ma ochoty wracać ale o tym może kiedy indziej…

Pierwsza praca. Moje wrażenia.

Wraz z końcem matur w moim życiu pojawiła się nuda. Pierwszy raz od kilkunastu lat poczułam, że nie mam co ze sobą zrobić. Przeczekalam chyba dwa tygodnie, bo potrzebowałam jednak czasu na regenerację po okresie stresu i intensywnej nauki (a przynajmniej taka jest oficjalna wersja, bo raczej nie była aż tak intensywna). Po tym okresie stwierdziłam, że siedzenie na tyłku w domu przez cztery miesiące bedzie stratą czasu i przez następny tydzień zabierałam się do napisania CV. Oczywiście wszyscy wiemy jak długa i interesująca potrafili być kariera zawodowa 19-stolatki. Kompletnie nie wiedziałam jak mam się do tego zabrać. Odkładałam to jak najdłużej mogłam. Jeśli spytalibyscie się czy miało to jakikolwiek sens, odpowiedzialnym, że nie miało. Chyba potrzebowałam po prostu czasu żeby oswoić się z myślą o pierwszej w życiu pracy. Przy małej interwencji przyjaciela i porządnej dawce motywacji, w końcu się udało. Napisane. Wydrukowane. I co teraz? Trzeba je poroznosić. Ok. Przyjaciółka zaoferowała, że może mi towarzyszyć podczas wędrówki po centrum handlowym, bo tam obrałam kurs. Stwierdziłam, że praca w odzieżówce będzie dla mnie najlepszym wyborem. Poroznosiłam papierki po kilkunastu sklepach, aż w końcu trafiłam do Reserved. Tam wszystko potoczyło się tak szybko, że następnego dnia rano byłam już w pracy. Początki są zawsze trudne, ale od pierwszych chwil wiedziałam, że będę chciała zostać tam na dłużej. Pomimo kompletnego zagubienia przez pierwszy tydzień udało mi się przebrnąć przez ten trudny okres niewiedzy i kompletnego zamotania wśród mnóstwa ubrań. Bardzo pomocne były w tym wszystkim koleżanki z pracy i tak z czasem wszystkiego powoli się uczę. Atmosfera jest luźna, ludzie otwarci i bardzo kontaktowi. Wszystkie dziewczyny są młode, otwarte, pełne energii. Tak samo kierowniczka. Młoda i bezproblemowa. Grafiki układane są tak, aby nikomu praca nie kolidowała z innymi obowiazkami. W moim przypadku jest to kurs na prawo jazdy. Miała być to praca na wakacje, ale już po dwóch miesiącach myślę o zostaniu też na rok szkolny. Tym bardziej, że nie wiem czy nie będę studiowała zaocznie. Chcę podkreślić, że jest to moja subiektywna ocena. W każdym salonie sytuacja wygląda inaczej. Mi akurat szczęście dopisało. Cieszę się z tego gdzie obecnie się znajduję. Mało brakowało a mogłabym wylądować wśród burgerów i frytek. Nie mówię, że jest to zła praca, aczkolwiek nie dla mnie. Kocham modę i fakt, że mogę na co dzień z nią obcować sprawia mi olbrzymią radość i daje potężnego kopa do działania.

Przygoda się zaczyna

Witam was kochani. To będzie mój pierwszy wpis w życiu więc proszę o odrobinę wyrozumiałości. Kurczę. Nawet nie wyobrażacie sobie ile czasu na to czekałam. Przynajmniej dwa lata zastanawiałam się jak będzie wyglądał mój blog bo o tym, że chce go założyć byłam pewna na 100%. Nawet wiedziałam kiedy ta chwila nadejdzie. Dokładnie po maturze. Stwierdziłam, że do tego czasu będę za bardzo pochłonięta nauką żeby móc poświęcić się blogowaniu. No i jestem. W prawdzie minęło już trochę czasu od zakończenia matur, ale miałam małe problemy techniczne i życiowe. Parę rzeczy mi się nawarstwiło i szło to całkiem mozolnie. Na szczęście już jest ok i zaczynam. Na chwilę obecną postaram się wstawiać jeden post tygodniowo. Będę szczęśliwa jeśli w ostatecznym rozrachunku okaże się, że było ich więcej. Dziękuję za poświęcony czas i zapraszam do obserwowania moich postępów.